To nie tak, że go nienawidzę, ale uważam, że jest okrutnym bratem. I w
dodatku teraz się ze mnie naśmiewa! O, ja biedny, ja nieszczęsny!
Rozluźniłem pięści dotychczas zaciśnięte na pościeli i pocałowałem moje
kochane dłonie. Paluszek po paluszku, opuszek po opuszku, szpon po… Fee…
Zatrząsłem się z obrzydzenia na myśl o tym, czego właśnie dotknęły moje usta.
Wstrętne, wstrętne, wstrętne i okropne pazury. Moje biedne paznokietki!
– Dlaczego, dlaczego, dlaczego…? – mamrotałem zrozpaczony.
– Bill? Przepraszam. Wiem, że to jak wyglądasz, jest dla ciebie ważne.
Wyjdziesz spod kołdry?
Gwałtownie pokręciłem głową na boki i usłyszałem długie westchnienie
Toma.
– Jak sobie chcesz…
Poczułem mocne szarpnięcie materiału, który mnie ukrywał przed oczami
ludzkości(bo kto by chciał oglądać taką maszkarę jaką się stałem?) i moje oczy
poraziło światło lampy. Moje wrażliwe oczka! Zacisnąłem powieki i ukryłem twarz
w ramieniu, próbując powstrzymać zdradliwy blask przed kompletnym spopieleniem
moich źrenic i tęczówek. Och, moje piękne brązowe oczęta! Nie bójcie się. Bill
was uratuje przed tym potworem!
– Tom, zabiję cię – warknąłem, ale odpowiedziała mi cisza. – Tom?
Rozchylając odrobinę powieki, uniosłem głowę i zacząłem się śmiać.
Bliźniak siedział na tyłku na podłodze obok łóżka z dłońmi kurczowo
zaciśniętymi na pościeli i rozchylonymi ze zdziwienia ustami. Musiał być w
niezłym szoku. Jeden z opadających na czoło Toma warkoczyków ginął pomiędzy
jego wargami. Ten cymbał nie wziął pod uwagę tego, że nie trzymam już kołdry,
gdy za nią szarpnął!
– Pff… – Rozwalony na podłodze mężczyzna(bo trzeba mu przyznać, ze
pomimo idiotycznej miny i postawy jaką prezentował w tym momencie, nie wyglądał
już jak smarkacz) wypluł czarnego warkoczyka i skrzywił się, na co ja
wybuchnąłem jeszcze głośniejszym śmiechem. Wyglądał komicznie!
– Nie śmiej się – burknął. – Ja przynajmniej włosy mam, nie to co ty.
Proszę?!
Tom zasłonił usta dłońmi, jakby nie mógł uwierzyć w to, co powiedział,
a ja uniosłem ręce w stronę mojej głowy. Bliźniak zaczął kręcić głową w prawo i
w lewo.
– Bill, nie rób tego, nie rób, proszę… Wcale nie to chciałem
powiedzieć… Nie rób…
Ale ja musiałem wiedzieć. Moje idealnie podcięte, proste, czarne włosy.
Moje cuda najdroższe… Z rosnącym zdenerwowaniem dotknąłem bandaży za moimi
uszami i zacząłem je rozwijać. I tak miałem zamiar jak najszybciej pozbyć się
reszty tego cholerstwa. Odrzuciłem pasek materiału na łóżko i przesunąłem
dłonią po czubku mojej głowy. Wstrzymałem oddech… Uff… Są… Może nie idealnie
gładkie, ale to przecież można naprawić, prawda? Prawda?!
Wsunąłem w nie palce lewej ręki, nie rozumiejąc jaki Tom miał cel w
doprowadzaniu mnie do zawału i…
– AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA…
W mojej dłoni została cała garść włosów! Nie przyczepionych do głowy
włosów!
Jestem łysy, jestem łysy, jestem łysy!
– AAAAAAAAAAAAAAA… POMOCY!
– Bill! BILL! Cicho! ZAMKNIJ SIĘ!
Moje włosy, moje piękne włosy… Moje, moje, moje… Nie ma ich, nie ma…
– AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA. – Tom zasłonił mi usta dłonią i dopiero teraz
usłyszałem tupot stóp na korytarzu i silne uderzenia w drzwi naszego pokoju.
Ktoś próbował je wyważyć!
Odepchnąłem brata i pobiegłem do łazienki.
– Nikt, powtarzam, NIKT nie zobaczy mnie bez włosów! – krzyknąłem do
Toma, który próbował powstrzymać mnie przed zatrzaśnięciem drzwi, wsuwając nogę
w szczelinę. Szarpnąłem mocniej za klamkę i bosa stopa zniknęła, a ja
usłyszałem skomlenie brata pod drzwiami.
– Bill, ty idioto – syknął.
A ja myślałem już tylko o moim utraconym olśniewająco-powalającym
pięknie. Po cholerę ja rozbijałem to lustro?! Jak teraz mam oszacować straty
dla ludzkości?! Przecież świat bez moich włosów jest taki… taki… BRZYYYDKI!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz