środa, 24 lipca 2013

8

To nie tak, że go nienawidzę, ale uważam, że jest okrutnym bratem. I w dodatku teraz się ze mnie naśmiewa! O, ja biedny, ja nieszczęsny!
Rozluźniłem pięści dotychczas zaciśnięte na pościeli i pocałowałem moje kochane dłonie. Paluszek po paluszku, opuszek po opuszku, szpon po… Fee… Zatrząsłem się z obrzydzenia na myśl o tym, czego właśnie dotknęły moje usta. Wstrętne, wstrętne, wstrętne i okropne pazury. Moje biedne paznokietki!
– Dlaczego, dlaczego, dlaczego…? – mamrotałem zrozpaczony.
– Bill? Przepraszam. Wiem, że to jak wyglądasz, jest dla ciebie ważne. Wyjdziesz spod kołdry?
Gwałtownie pokręciłem głową na boki i usłyszałem długie westchnienie Toma.
– Jak sobie chcesz…
Poczułem mocne szarpnięcie materiału, który mnie ukrywał przed oczami ludzkości(bo kto by chciał oglądać taką maszkarę jaką się stałem?) i moje oczy poraziło światło lampy. Moje wrażliwe oczka! Zacisnąłem powieki i ukryłem twarz w ramieniu, próbując powstrzymać zdradliwy blask przed kompletnym spopieleniem moich źrenic i tęczówek. Och, moje piękne brązowe oczęta! Nie bójcie się. Bill was uratuje przed tym potworem!
– Tom, zabiję cię – warknąłem, ale odpowiedziała mi cisza. – Tom?
Rozchylając odrobinę powieki, uniosłem głowę i zacząłem się śmiać. Bliźniak siedział na tyłku na podłodze obok łóżka z dłońmi kurczowo zaciśniętymi na pościeli i rozchylonymi ze zdziwienia ustami. Musiał być w niezłym szoku. Jeden z opadających na czoło Toma warkoczyków ginął pomiędzy jego wargami. Ten cymbał nie wziął pod uwagę tego, że nie trzymam już kołdry, gdy za nią szarpnął!
– Pff… – Rozwalony na podłodze mężczyzna(bo trzeba mu przyznać, ze pomimo idiotycznej miny i postawy jaką prezentował w tym momencie, nie wyglądał już jak smarkacz) wypluł czarnego warkoczyka i skrzywił się, na co ja wybuchnąłem jeszcze głośniejszym śmiechem. Wyglądał komicznie!
– Nie śmiej się – burknął. – Ja przynajmniej włosy mam, nie to co ty.
Proszę?!
Tom zasłonił usta dłońmi, jakby nie mógł uwierzyć w to, co powiedział, a ja uniosłem ręce w stronę mojej głowy. Bliźniak zaczął kręcić głową w prawo i w lewo.
– Bill, nie rób tego, nie rób, proszę… Wcale nie to chciałem powiedzieć… Nie rób…
Ale ja musiałem wiedzieć. Moje idealnie podcięte, proste, czarne włosy. Moje cuda najdroższe… Z rosnącym zdenerwowaniem dotknąłem bandaży za moimi uszami i zacząłem je rozwijać. I tak miałem zamiar jak najszybciej pozbyć się reszty tego cholerstwa. Odrzuciłem pasek materiału na łóżko i przesunąłem dłonią po czubku mojej głowy. Wstrzymałem oddech… Uff… Są… Może nie idealnie gładkie, ale to przecież można naprawić, prawda? Prawda?!
Wsunąłem w nie palce lewej ręki, nie rozumiejąc jaki Tom miał cel w doprowadzaniu mnie do zawału i…
– AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA…
W mojej dłoni została cała garść włosów! Nie przyczepionych do głowy włosów!
Jestem łysy, jestem łysy, jestem łysy!
– AAAAAAAAAAAAAAA… POMOCY!
– Bill! BILL! Cicho! ZAMKNIJ SIĘ!
Moje włosy, moje piękne włosy… Moje, moje, moje… Nie ma ich, nie ma…
– AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA. – Tom zasłonił mi usta dłonią i dopiero teraz usłyszałem tupot stóp na korytarzu i silne uderzenia w drzwi naszego pokoju. Ktoś próbował je wyważyć!
Odepchnąłem brata i pobiegłem do łazienki.
– Nikt, powtarzam, NIKT nie zobaczy mnie bez włosów! – krzyknąłem do Toma, który próbował powstrzymać mnie przed zatrzaśnięciem drzwi, wsuwając nogę w szczelinę. Szarpnąłem mocniej za klamkę i bosa stopa zniknęła, a ja usłyszałem skomlenie brata pod drzwiami.
– Bill, ty idioto – syknął.
A ja myślałem już tylko o moim utraconym olśniewająco-powalającym pięknie. Po cholerę ja rozbijałem to lustro?! Jak teraz mam oszacować straty dla ludzkości?! Przecież świat bez moich włosów jest taki… taki… BRZYYYDKI!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz