środa, 24 lipca 2013

7.

    Ocknąłem się na podłodze w hotelowej łazience. Tym razem przypomnienie sobie wszystkiego nie trwało zbyt długo, wystarczyło, że spojrzałem na rozsypane odłamki lustra, a wspomnienia wróciły na swoje miejsce. Już nawet nie próbowałem myśleć, że te wszystkie dziwne wydarzenia były tylko snem. Dobrze wiedziałem, że tak nie jest i byłem na siebie wściekły. Zamiast być dla młodszego brata podporą, na każdym kroku pokazywałem mu tylko, jak bardzo jestem słaby i bezradny. „Zmienię się” – postanowiłem sobie. Przekonam Billa, że jego życie nie jest takie złe, że nawet jako mumia może być szczęś… Nie, nawet ja w to nie wierzę. Ale on musi to zrobić. Tylko to pozwoli mu cieszyć się życiem jak dawniej.
   Rozmyślając o trudnej sytuacji mojego bliźniaka, ostrożnie podniosłem się z podłogi i manewrując między okruchami szkła, wydostałem się z pomieszczenia. Omiotłem wzrokiem sypialnię, poszukując brata i próbując przezwyciężyć ogarniający mnie lęk. Byłem przekonany, że Bill nienawidzi mnie za to, że nie powiedziałem mu, kim się stał. Bałem się jego gniewu. Teraz, gdy stał się ucieleśnieniem moich najgorszych koszmarów, łatwo mógł zrobić mi krzywdę. Strach odbierał mi zdolność do obrony.
   Gdy byłem już prawie pewny, że mój brat pewnie gdzieś uciekł i czeka mnie kolejna wyprawa, zauważyłem dziwne wybrzuszenie pod pościelą. Dobiegało stamtąd ciche pochlipywanie, tak żałosne, że serce pękało mi z bólu. Mój mały Billy… Czym sobie na to zasłużył? Czym my sobie na to zasłużyliśmy? W tej chwili nienawidziłem siebie, bo pozwoliłem bliźniakowi uczestniczyć w eksperymencie, nienawidziłem ludzi, którzy w ogóle wpadli na pomysł podróży w czasie. Gdybyśmy wszyscy pomyśleli, zanim zaczęliśmy działać, Bill byłby normalnym człowiekiem i ostatnie dwa lata spędzilibyśmy razem… Ale stało się inaczej i teraz dobrze wiem, że to głównie moja wina.
   Powoli zbliżyłem się do łóżka i odkryłem bliźniaka.
   - Co ty wyprawiasz?! – pisnął i zakrył się z powrotem. Tego się nie spodziewałem.
   - Pokaż się. Proszę!
   - Nigdy w życiu! – Bill spazmatycznie łapał powietrze. – Już stąd nie wyjdę i nikt mnie nie zobaczy!
   - Niby dlaczego? – Muszę go stamtąd wyciągnąć, przecież nie zostawię go w Egipcie. Chociaż mnie także przerażała jego powierzchowność, wiedziałem, że obaj musimy to zaakceptować i nauczyć się z tym żyć.
   - DLATEGO! – Spod kołdry wyłoniła się chorobliwie chude ramię, pokryte napiętą, wysuszoną skórą.
Odsunąłem się gwałtownie, na szczęście udało mi się stłumić krzyk. Pokonanie mumiofobii nie było takie proste, jak myślałem jeszcze kilka minut temu.
   - Czyli dlaczego? – zapytałem, kiedy już otrząsnąłem się z szoku.
   - Pomyśl, idioto! – krzyknął rozdzierająco. W jego głosie wyraźnie było słychać histerię. – Co TO jest? – Wynurzył się cały spod pościeli i machnął ręką przed moimi oczami.
   - Eee… ręka? – Przełknąłem głośno ślinę.
   - Nie to! – Wysunął palec wskazujący i przybliżył go do mojej twarzy, tak że musiałem się odsunąć, bo bałem się, że wsadzi mi go w oko.
   - P… Paznokieć? – Cholera! Czułem, że stąpam po kruchym lodzie. Jeszcze jedna zła odpowiedź i naprawdę pożałuję.
   - Zgadłeś. Chociaż ja bym to nazwał raczej szponem… – Tu jego głos się załamał. – Tom, moje piękne paznokcie… to kompletna ruina! Łamią się, rozdwajają… Całe sczerniały! – Jego krzyk przerodził się w pisk.
   - Ale to tylko głupie paznokcie! – Tak, tak właśnie uważałem. To chyba akurat najmniejszy z jego problemów. Dlaczego on tak rozpacza? Szczerze mówiąc, wolałem nie wiedzieć, jak zareaguje, gdy zobaczy, co zostało z jego włosów. To nawet potrafię zrozumieć. Ale… paznokcie?
   - GŁUPIE?! Ja tak o nie dbałem! Pielęgnowałem! Moje śliczne paluszki…A teraz… Boże, nie! Będę musiał nosić rękawiczki! Mam skórki, rozumiesz?! Skórki! Skór – ki! S – K – Ó – R – K – I! S – spółgłoska bezdźwięczna, ustna, twarda. K – spółgłoska bezdźwięczna, ust…
   - Wiem, Bill, znam gramatykę – przerwałem tę jego tyradę. Nie miałem sił dalej słuchać jego narzekania, a coś mi mówiło, że to dopiero początek.
   - Gramatyka, gramatyka! Ja tu mam problemy egzystencjalne, a ty mi gadasz o gramatyce! Myślałem, że mnie zrozumiesz i wysłuchasz! Nienawidzę cię! – wykrzyczał na bezdechu, po czym schował się pod kołdrę. Przeklęty narcyz! Szarpnąłem za pościel, ale najwidoczniej za słabo, albo to bliźniak tak mocno trzymał.          Postanowiłem zmienić taktykę.
   - Billy, proszę… Ja wcale nie uważam, że twoje paznokcie to głupstwo. Bardzo kochałem twoje paluszki i wiem, że to naprawdę nieodżałowana strata… Więc proszę, wyjdź, będziemy opłakiwać je razem…
   - Żartujesz sobie ze mnie…
   - Wcale nie!
   - Właśnie, że tak!
   - Właśnie, że nie!
   - Właśnie, że tak!
   Cholera, co za uparte stworzenie! I do tego obrażone, tylko i wyłącznie przez mój brak taktu. Świetnie, po prostu świetnie! Tylko sobie pogratulować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz