środa, 24 lipca 2013

4

Tom zawahał się przez ułamek sekundy, ale potem przytulił mnie jak za dawnych czasów. Oparłem głowę na jego ramieniu, wtulając policzek w zabrudzoną bluzę. Szary kurz drażnił moje nozdrza, ale obok niego rozpoznałem zapach mojego bliźniaka, ciągle ten sam po latach rozłąki, choć przytłumiony przez bandaże, które oplatały moją twarz, a więc i nos. Ostatni raz czułem woń tych właśnie perfum, gdy obejmowałem brata na pożegnanie. Obiecywaliśmy sobie wtedy, że to tylko kilka minut i znowu się spotkamy. Byliśmy młodzi, głupi, nieodpowiedzialni. Nie chcieliśmy wierzyć rokowaniom, które mówiły, że prawdopodobieństwo porażki wynosi aż sześćdziesiąt procent. Dla nas to było „tylko” sześćdziesiąt procent. I „aż” czterdzieści, które krzyczały: „Uda wam się! Nie ma dla was rzeczy niemożliwych.” Okazało się, że są. Chcieliśmy przeżyć przygodę, udowodnić sobie, że jesteśmy panami świata, że nawet czas jest nam posłuszny. Myliliśmy się – nie był.
Teraz wiem, że to nie była odwaga, ale nieodpowiedzialność i naiwność. Błąd naukowców kosztował mnie dwa lata samotności. Bo bez Toma, nawet wśród innych ludzi, czułem się sam. Dotychczas brakowało mi cząstki samego siebie, ale teraz, gdy brat mnie dotykał, poczułem się tak, jakby ktoś z wielką siłą wepchnął do mojego serca ten utracony dawno temu fragment duszy. W nim byłem bezpieczny.
– Tom…? – Gładził dłonią moje odkryte ramię. – Czego tak się bałeś? No wiesz, wtedy, na korytarzu…
Jego ręka na chwilę się zatrzymała. Zapanowała przerażająca cisza. Zdałem sobie, że nieświadomie wsłuchiwałem się w oddech Toma, który teraz ucichł. Przestraszony spojrzałem w jego twarz, ale nie potrafiłem niczego z niej odczytać. Zdążyłem zapomnieć, jak wyglądały iskierki w oczach bliźniaka, gdy był szczęśliwy, a jak te, które migotały, gdy czuł smutek albo strach. Teraz wydawało mi się, że nie widzę żadnych błysków, ale tylko dziwną pustkę. Chociaż… Było ciemno. Może gdybyśmy zapalili jakieś światło, byłoby łatwiej.
– Niczego takiego. Po prostu mi się wydawało, że coś widzę… – W moim umyśle zapaliła się czerwona lampka, ale nie domyśliłem się, że nasza więź podpowiada mi, że brat kłamie. Uwierzyłem. – To może my…
– Od kiedy Tom stęka? – pójdziemy już stąd?
Podał mi swoją bluzę, tą nasiąkniętą jego zapachem, i kazał mi ją włożyć. A ja jako bardzo samolubna osóbka, która lubi ciepełko i nie chce, żeby jej skóra wyschła od silnego, mroźnego wiatru, nie sprzeciwiłem się. Niech sobie braciszek marznie. Robi to na własne życzenie, nie? Tom! Dawaj jeszcze spodnie! Przecież ja pod tymi bandażami nic nie mam! Tyłek mi odmarznie! Ale bliźniak już ciągnął mnie za rękaw bluzy i prowadził szerokim korytarzem. Snop światła latarki padał bo jakiś czas na ściany, a wtedy mogłem zajrzeć w historię spisaną tysiące lat temu przez starożytnych Egipcjan. Opowiadała ona o człowieku, który pojawił się z wielkiej błyszczącej niebieskiej kuli, na środku… Tom opuścił światło na podłogę, oświetlając nam drogę, żebyśmy się nie potknęli.
Tuż nad ziemią oświetlił na chwilę kilka obrazków, z których dowiedziałem się, że ów człowiek zmarł. Na jednej z rycin był kapłan odprawiający uroczystości pogrzebowe. Zrobiło mi się żal biedaka. Nie kapłana. Tego umarłego.
Wreszcie wyszliśmy na chłodne nocne powietrze. Tom miał rację. Było niesamowicie zimno. Schowałem ręce w kieszenie. Do samochodu doszliśmy w niecałe trzy minuty, ale i tak miałem wrażenie, że moje pośladki są oblodzone. Naprawdę! Dwie bryły lodu! Chciałem minąć czarnego jeepa, ale Tom pociągnął mnie za rękaw. TYM przyjechał?!
– To twój wóz?! – krzyknąłem, a Tom syknął, rozglądając się niespokojnie.
– Nie, nie mój. Wynajęty. – Gestem ręki pokazał mi, że mam wsiadać, więc to zrobiłem. Oczywiście na miejscu kierowcy, bo gdzie indziej? Tom nie potrafił prowadzić. – A ty gdzie?! Od kiedy mu… – odchrząknął. – możesz ty prowadzić?
– Miałem prawko wcześniej niż ty – odpowiedziałem, ale przesiadłem się na miejsce pasażera.
Tom był bardzo skupiony na jeździe, ale ja za to korzystałem w pełni z tego, że mogę się na niego napatrzeć. Ciekawe kiedy przefarbował włosy? W czarnych warkoczykach wyglądał bardzo przystojnie. Bliźniak zaparkował samochód na niedużym parkingu obok niskiego hoteliku, a chwilę później otoczyli nas uśmiechnięci ludzie krzyczący w różnych językach.
– Mummy!
Chciałem się zatrzymać i wyjaśnić, że nie jestem mumią(bo chyba o tym mówił nieznajomy chłopiec trzymający w rączce miniaturowego sfinksa; no, mógł jeszcze wołać mamę, ale w Egipcie jakoś bardziej mi do tego wszystkiego mumia pasowała), niestety brat wyciągnął mnie z tłumu, tarmosząc za rękaw bluzy. Przy kim jak przy kim, ale przed Tomem nie używa się słów: „mumia” i „grobowiec”. Powiedziałbym, że ma coś takiego jak arachnofobia, ale zamiast pająków boi się zmumifikowanych zwłok. Gdy byliśmy mali, żartowałem z niego i wyśmiewałem, że ma mumiofobię(Raz nawet owinąłem lalkę papierem toaletowym, żeby go wystraszyć. Lepiej nie wiedzieć, skąd miałem takie rzeczy. Naprawdę!) i tak już zostało. Nigdy nie szukaliśmy dla jego lęku prawdziwej, naukowej nazwy.
Gdy zamknęły się za nami drzwi hotelowego pokoju, Tom się odezwał.
– Ty śpisz w łóżku, a ja na podłodze.
Tak, było tylko jedno, ale mi to nie przeszkadzało. Już nie raz spaliśmy ze sobą razem, prawda? Niech tylko wróci do pokoju, to mu to powiem. Co on tam w ogóle robi?! Nie wie, że w pierwszej kolejności łazienkę zajmuję ja?!
– Tom… – jęczałem pod drzwiami. – Wpuść mnie.
– Zaraz… – Drzwi się otworzyły. – Możesz wchodzić. Ja tu zaczekam i przygotuję sobie miejsce do spania.
– Śpisz ze mną – oznajmiłem.
– Ale…
– A co, jeśli cię w nocy napadnie ta mumia, o której mówili pod hotelem? – Tom ciężko przełknął ślinę. – Kto cię wtedy obroni?
Wszedłem do łazienki i przymknąłem drzwi. Stojąc naprzeciwko sedesu, zacząłem poluzowywać bandaże oplatające moje uda i biodra. Wreszcie uwolniłem penisa. Nakierowałem go w stronę otwartej klapy sedesu i… Nic. Nie poleciała ani kropelka moczu.
– Tom! – zacząłem się drzeć, a brat od razu wpadł do zajmowanego przeze mnie pomieszczenia, wpatrując się we mnie w napięciu. – Nie leci – poskarżyłem poważnym tonem, bojąc się, że mam coś zepsutego. Na pewno przez to, ze Tom nie dał mi spodni. Zrobiłem przy tych słowach ruch ręką w stronę sedesu. Przecież nie będę wskazywał swojego ptaszka, bo brat mógłby się poczuć urażony, że jego natura tak hojnie nie obdarzyła.
Tom trochę się rozluźnił.
– Zaraz zadzwonię do recepcji w tej sprawie.
– Po co do recepcji? – zapytałem zdziwiony, że bliźniak chce rozgłaszać mój poważny problem obcym ludziom.
– No, zgłosić… Żeby naprawili.
Już nic nie rozumiałem.
– Tom… Ale ty myślisz, ze to się da tak po prostu naprawić?
– No… Hydraulika przyślą czy coś…?
– Hydraulika?!
– Nie wiem, Bill! Nie mam pojęcia, kto naprawia spłuczki w kiblach!
– Spłuczki?! Ale co ma do tego spłuczka?! Ja się nie mogę wysikać, Tom!
Otworzył szerzej oczy. Chyba wreszcie do niego dotarło, o czym mówię.
– Bill… Wiesz… Człowiek nie zawsze chce siku – mówił do mnie jak do małego dziecka. – Może wystarczy zaczekać?
– Ale, Tom! Ja zawsze sikam zanim pójdę spać, żeby nie musieć wstawać w środku nocy! – jęczałem. – coś się musiało popsuć. Popatrz. – Trąciłem palcem wskazującym swojego penisa, a Tom spojrzał w tamtym kierunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz