Tom
zawahał się przez ułamek sekundy, ale potem przytulił mnie jak za dawnych
czasów. Oparłem głowę na jego ramieniu, wtulając policzek w zabrudzoną bluzę.
Szary kurz drażnił moje nozdrza, ale obok niego rozpoznałem zapach mojego
bliźniaka, ciągle ten sam po latach rozłąki, choć przytłumiony przez bandaże,
które oplatały moją twarz, a więc i nos. Ostatni raz czułem woń tych właśnie
perfum, gdy obejmowałem brata na pożegnanie. Obiecywaliśmy sobie wtedy, że to
tylko kilka minut i znowu się spotkamy. Byliśmy młodzi, głupi,
nieodpowiedzialni. Nie chcieliśmy wierzyć rokowaniom, które mówiły, że
prawdopodobieństwo porażki wynosi aż sześćdziesiąt procent. Dla nas to było
„tylko” sześćdziesiąt procent. I „aż” czterdzieści, które krzyczały: „Uda wam
się! Nie ma dla was rzeczy niemożliwych.” Okazało się, że są. Chcieliśmy
przeżyć przygodę, udowodnić sobie, że jesteśmy panami świata, że nawet czas
jest nam posłuszny. Myliliśmy się – nie był.
Teraz
wiem, że to nie była odwaga, ale nieodpowiedzialność i naiwność. Błąd naukowców
kosztował mnie dwa lata samotności. Bo bez Toma, nawet wśród innych ludzi,
czułem się sam. Dotychczas brakowało mi cząstki samego siebie, ale teraz, gdy
brat mnie dotykał, poczułem się tak, jakby ktoś z wielką siłą wepchnął do
mojego serca ten utracony dawno temu fragment duszy. W nim byłem bezpieczny.
–
Tom…? – Gładził dłonią moje odkryte ramię. – Czego tak się bałeś? No wiesz,
wtedy, na korytarzu…
Jego
ręka na chwilę się zatrzymała. Zapanowała przerażająca cisza. Zdałem sobie, że
nieświadomie wsłuchiwałem się w oddech Toma, który teraz ucichł. Przestraszony
spojrzałem w jego twarz, ale nie potrafiłem niczego z niej odczytać. Zdążyłem
zapomnieć, jak wyglądały iskierki w oczach bliźniaka, gdy był szczęśliwy, a jak
te, które migotały, gdy czuł smutek albo strach. Teraz wydawało mi się, że nie
widzę żadnych błysków, ale tylko dziwną pustkę. Chociaż… Było ciemno. Może
gdybyśmy zapalili jakieś światło, byłoby łatwiej.
–
Niczego takiego. Po prostu mi się wydawało, że coś widzę… – W moim umyśle
zapaliła się czerwona lampka, ale nie domyśliłem się, że nasza więź podpowiada
mi, że brat kłamie. Uwierzyłem. – To może my…
–
Od kiedy Tom stęka? – pójdziemy już stąd?
Podał
mi swoją bluzę, tą nasiąkniętą jego zapachem, i kazał mi ją włożyć. A ja jako
bardzo samolubna osóbka, która lubi ciepełko i nie chce, żeby jej skóra wyschła
od silnego, mroźnego wiatru, nie sprzeciwiłem się. Niech sobie braciszek
marznie. Robi to na własne życzenie, nie? Tom! Dawaj jeszcze spodnie! Przecież
ja pod tymi bandażami nic nie mam! Tyłek mi odmarznie! Ale bliźniak już ciągnął
mnie za rękaw bluzy i prowadził szerokim korytarzem. Snop światła latarki padał
bo jakiś czas na ściany, a wtedy mogłem zajrzeć w historię spisaną tysiące lat
temu przez starożytnych Egipcjan. Opowiadała ona o człowieku, który pojawił się
z wielkiej błyszczącej niebieskiej kuli, na środku… Tom opuścił światło na
podłogę, oświetlając nam drogę, żebyśmy się nie potknęli.
Tuż
nad ziemią oświetlił na chwilę kilka obrazków, z których dowiedziałem się, że
ów człowiek zmarł. Na jednej z rycin był kapłan odprawiający uroczystości
pogrzebowe. Zrobiło mi się żal biedaka. Nie kapłana. Tego umarłego.
Wreszcie
wyszliśmy na chłodne nocne powietrze. Tom miał rację. Było niesamowicie zimno.
Schowałem ręce w kieszenie. Do samochodu doszliśmy w niecałe trzy minuty, ale i
tak miałem wrażenie, że moje pośladki są oblodzone. Naprawdę! Dwie bryły lodu!
Chciałem minąć czarnego jeepa, ale Tom pociągnął mnie za rękaw. TYM
przyjechał?!
–
To twój wóz?! – krzyknąłem, a Tom syknął, rozglądając się niespokojnie.
–
Nie, nie mój. Wynajęty. – Gestem ręki pokazał mi, że mam wsiadać, więc to
zrobiłem. Oczywiście na miejscu kierowcy, bo gdzie indziej? Tom nie potrafił
prowadzić. – A ty gdzie?! Od kiedy mu… – odchrząknął. – możesz ty prowadzić?
–
Miałem prawko wcześniej niż ty – odpowiedziałem, ale przesiadłem się na miejsce
pasażera.
Tom
był bardzo skupiony na jeździe, ale ja za to korzystałem w pełni z tego, że
mogę się na niego napatrzeć. Ciekawe kiedy przefarbował włosy? W czarnych
warkoczykach wyglądał bardzo przystojnie. Bliźniak zaparkował samochód na
niedużym parkingu obok niskiego hoteliku, a chwilę później otoczyli nas
uśmiechnięci ludzie krzyczący w różnych językach.
–
Mummy!
Chciałem
się zatrzymać i wyjaśnić, że nie jestem mumią(bo chyba o tym mówił nieznajomy
chłopiec trzymający w rączce miniaturowego sfinksa; no, mógł jeszcze wołać
mamę, ale w Egipcie jakoś bardziej mi do tego wszystkiego mumia pasowała),
niestety brat wyciągnął mnie z tłumu, tarmosząc za rękaw bluzy. Przy kim jak
przy kim, ale przed Tomem nie używa się słów: „mumia” i „grobowiec”.
Powiedziałbym, że ma coś takiego jak arachnofobia, ale zamiast pająków boi się
zmumifikowanych zwłok. Gdy byliśmy mali, żartowałem z niego i wyśmiewałem, że
ma mumiofobię(Raz nawet owinąłem lalkę papierem toaletowym, żeby go wystraszyć.
Lepiej nie wiedzieć, skąd miałem takie rzeczy. Naprawdę!) i tak już zostało.
Nigdy nie szukaliśmy dla jego lęku prawdziwej, naukowej nazwy.
Gdy
zamknęły się za nami drzwi hotelowego pokoju, Tom się odezwał.
–
Ty śpisz w łóżku, a ja na podłodze.
Tak,
było tylko jedno, ale mi to nie przeszkadzało. Już nie raz spaliśmy ze sobą
razem, prawda? Niech tylko wróci do pokoju, to mu to powiem. Co on tam w ogóle
robi?! Nie wie, że w pierwszej kolejności łazienkę zajmuję ja?!
–
Tom… – jęczałem pod drzwiami. – Wpuść mnie.
–
Zaraz… – Drzwi się otworzyły. – Możesz wchodzić. Ja tu zaczekam i przygotuję
sobie miejsce do spania.
–
Śpisz ze mną – oznajmiłem.
–
Ale…
–
A co, jeśli cię w nocy napadnie ta mumia, o której mówili pod hotelem? – Tom
ciężko przełknął ślinę. – Kto cię wtedy obroni?
Wszedłem
do łazienki i przymknąłem drzwi. Stojąc naprzeciwko sedesu, zacząłem
poluzowywać bandaże oplatające moje uda i biodra. Wreszcie uwolniłem penisa.
Nakierowałem go w stronę otwartej klapy sedesu i… Nic. Nie poleciała ani
kropelka moczu.
–
Tom! – zacząłem się drzeć, a brat od razu wpadł do zajmowanego przeze mnie
pomieszczenia, wpatrując się we mnie w napięciu. – Nie leci – poskarżyłem
poważnym tonem, bojąc się, że mam coś zepsutego. Na pewno przez to, ze Tom nie
dał mi spodni. Zrobiłem przy tych słowach ruch ręką w stronę sedesu. Przecież
nie będę wskazywał swojego ptaszka, bo brat mógłby się poczuć urażony, że jego natura
tak hojnie nie obdarzyła.
Tom
trochę się rozluźnił.
–
Zaraz zadzwonię do recepcji w tej sprawie.
–
Po co do recepcji? – zapytałem zdziwiony, że bliźniak chce rozgłaszać mój
poważny problem obcym ludziom.
–
No, zgłosić… Żeby naprawili.
Już
nic nie rozumiałem.
–
Tom… Ale ty myślisz, ze to się da tak po prostu naprawić?
–
No… Hydraulika przyślą czy coś…?
–
Hydraulika?!
–
Nie wiem, Bill! Nie mam pojęcia, kto naprawia spłuczki w kiblach!
–
Spłuczki?! Ale co ma do tego spłuczka?! Ja się nie mogę wysikać, Tom!
Otworzył
szerzej oczy. Chyba wreszcie do niego dotarło, o czym mówię.
–
Bill… Wiesz… Człowiek nie zawsze chce siku – mówił do mnie jak do małego
dziecka. – Może wystarczy zaczekać?
–
Ale, Tom! Ja zawsze sikam zanim pójdę spać, żeby nie musieć wstawać w środku
nocy! – jęczałem. – coś się musiało popsuć. Popatrz. – Trąciłem palcem
wskazującym swojego penisa, a Tom spojrzał w tamtym kierunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz