Tylko na
ułamek sekundy zerknął na moje cudo i prawie natychmiast spojrzał w stronę
prysznica. Ha! Wiedziałem, że cię zawstydzę! Ale nie martw się – pomyślałem na
pocieszenie, mając nadzieję, że w jakiś sposób odgadnie, o czym myślę. – I tak
cię kocham, bo jaki byś nie był, jesteś moim bratem.
– Wiesz… –
odezwał się Tom. – Nie wiem, ile przebywałeś w tym grobowcu…
Jakim znowu
grobowcu? Bliźniak coś mówił, ale nie słuchałem, bo co do tego ciemnego
miejsca, w którym mnie znalazł, to… Nie bardzo wiedziałem, jak tam w ogóle
trafiłem. Spróbowałem odtworzyć w pamięci przebieg wydarzeń, ale potrafiłem
sobie przypomnieć tylko jakąś ucztę, to, że zawirowało mi w głowie, a potem…
Potem już nic. W następnej chwili zobaczyłem Toma. Coś mi zaczęło świtać, ale
nie dopuściłem tej myśli do siebie. Była niedorzeczna i… Chociaż… Przecież…
Podróże w czasie też większości ludzi wydają się niemożliwe. A ja podróżowałem.
Właśnie, ja, a nie Tom. Ale przecież… W moim Egipcie nie ma hoteli i
samochodów, więc… Musiałem w jakiś sposób wrócić do swoich czasów. Tylko jak?
Przecież w starożytności nie było aż tak zaawansowanych technologii. Więc… Muszę
się przekonać, że moje domysły nie są prawdziwe, bo zwariuję. Przecież to
niemożliwe. Za dużo rzeczy, szczegółów do siebie pasuje. Jeśli… Nie chcę…
Błagam, niech to nie będzie prawda! Szarpnąłem za bandaże, chcąc się ich pozbyć
jak najszybciej i udowodnić sobie, ze to tylko chory wymysł mojego umysłu.
– Pomożesz
mi? Muszę się ich pozbyć!
Razem z
bliźniakiem odrzucaliśmy na podłogę kolejne pasma materiału. I gdy Tom był
blisko, prawie zapominałem o swojej panice. Świetnie się bawiłem, odwijając
bandaże. W ciągu kilku minut ściągnęliśmy z mojego ciała wierzchnią warstwę
tkaniny i zabraliśmy się za tą, która bezpośrednio dotykała skóry. Wróciły moje
obawy, więc żeby się uspokoić, zamknąłem oczy, a brat, zamiast mnie wspierać w
tych strasznych chwilach, wolał ode mnie odskoczyć i nachylić się nad kiblem.
Co?! Chciałem do niego podejść i choćby tylko przytrzymać jego warkoczyki, żeby
sobie ich nie pobrudził, wymiotując, ale moje spojrzenie najpierw padło na
lustro odbijające moją postać. W ciągu jednej sekundy zrozumiałem, dlaczego Tom
wypluwał sobie żołądek. W tym momencie miałem ochotę zrobić to samo. Miałem
rację, cholera, miałem rację! Potwór, odrażające, moja piękna, delikatna skóra…
Cholera, czemu musiałem mieć rację?! Przyjrzałem się odkrytemu kawałkowi… Co to
właściwie jest?! Rozpacz, czarna rozpacz! Koniec świata, apokalipsa! Dotknąłem
tego czegoś zabandażowaną jeszcze dłonią i…
Odepchnąłem
Toma od toalety, padłem na kolana i sam się nad nią pochyliłem. Krztusiłem się,
dławiłem… A nie potrafiłem nawet zwymiotować. Potwór!
Poczułem
ręce Toma na swoich ramionach.
– To nic nie
da, Bill – powiedział cicho i spokojnie.
Próbowałem
włożyć sobie palec do gardła, wywołać upragnione wymioty i pozbyć się tego
obrzydzenia, ale brat schwycił moją rękę w połowie drogi. Usiadł za mną i
przyciągnął moją głowę do swojej klatki piersiowej. Czułem się taki mały i
bezbronny, przytłoczony okrucieństwem świata i tym, co on ze mną zrobił. Nie
potrafiłem oddychać, spazmatycznie połykałem tylko powietrze.
– Szsz…
Billy, spokojnie. Nic takiego się nie stało.
Jak to nic
się nie stało?! Jestem stworzeniem z koszmarów!
Odepchnąłem
brata od siebie i wstałem. Na chwiejnych nogach podszedłem do lustra i po
prostu… uderzyłem w nie pięścią. Raz – za to, że się w nim zobaczyłem! Dwa – za
to, że nie zrobiłem tego wcześniej! Trzy – za to, że ciągle się widzę w tym
cholernym, popękanym szkle! Błyszczące, ostre odłamki posypały się na podłogę,
ale zanim to się stało, dostrzegłem jeszcze odbicie mojego bliźniaka.
– Nie
powiedziałeś mi! – wrzasnąłem, odwracając się w jego stronę, a on zrobił krok
do tyłu, w stronę kabiny prysznicowej. Zbliżyłem się, a Tom po raz kolejny się
cofnął i tym razem potknął. Chwilę później ułożyłem go nieprzytomnego na
podłodze. Wolałbym przenieść go na łóżko, ale raczej bym sobie nie poradził z
takim ciężarem. Zostawiłem bliźniaka w łazience, a sam przeszedłem do pokoju i
otulony kołdrą próbowałem pogodzić się z tym, ze nie mam najmniejszych szans
odzyskać urody. Tak, kto jak kto, ale ja uwielbiałem się nad sobą użalać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz