środa, 24 lipca 2013

6



Tylko na ułamek sekundy zerknął na moje cudo i prawie natychmiast spojrzał w stronę prysznica. Ha! Wiedziałem, że cię zawstydzę! Ale nie martw się – pomyślałem na pocieszenie, mając nadzieję, że w jakiś sposób odgadnie, o czym myślę. – I tak cię kocham, bo jaki byś nie był, jesteś moim bratem.
– Wiesz… – odezwał się Tom. – Nie wiem, ile przebywałeś w tym grobowcu…
Jakim znowu grobowcu? Bliźniak coś mówił, ale nie słuchałem, bo co do tego ciemnego miejsca, w którym mnie znalazł, to… Nie bardzo wiedziałem, jak tam w ogóle trafiłem. Spróbowałem odtworzyć w pamięci przebieg wydarzeń, ale potrafiłem sobie przypomnieć tylko jakąś ucztę, to, że zawirowało mi w głowie, a potem… Potem już nic. W następnej chwili zobaczyłem Toma. Coś mi zaczęło świtać, ale nie dopuściłem tej myśli do siebie. Była niedorzeczna i… Chociaż… Przecież… Podróże w czasie też większości ludzi wydają się niemożliwe. A ja podróżowałem. Właśnie, ja, a nie Tom. Ale przecież… W moim Egipcie nie ma hoteli i samochodów, więc… Musiałem w jakiś sposób wrócić do swoich czasów. Tylko jak? Przecież w starożytności nie było aż tak zaawansowanych technologii. Więc… Muszę się przekonać, że moje domysły nie są prawdziwe, bo zwariuję. Przecież to niemożliwe. Za dużo rzeczy, szczegółów do siebie pasuje. Jeśli… Nie chcę… Błagam, niech to nie będzie prawda! Szarpnąłem za bandaże, chcąc się ich pozbyć jak najszybciej i udowodnić sobie, ze to tylko chory wymysł mojego umysłu.
– Pomożesz mi? Muszę się ich pozbyć!
Razem z bliźniakiem odrzucaliśmy na podłogę kolejne pasma materiału. I gdy Tom był blisko, prawie zapominałem o swojej panice. Świetnie się bawiłem, odwijając bandaże. W ciągu kilku minut ściągnęliśmy z mojego ciała wierzchnią warstwę tkaniny i zabraliśmy się za tą, która bezpośrednio dotykała skóry. Wróciły moje obawy, więc żeby się uspokoić, zamknąłem oczy, a brat, zamiast mnie wspierać w tych strasznych chwilach, wolał ode mnie odskoczyć i nachylić się nad kiblem. Co?! Chciałem do niego podejść i choćby tylko przytrzymać jego warkoczyki, żeby sobie ich nie pobrudził, wymiotując, ale moje spojrzenie najpierw padło na lustro odbijające moją postać. W ciągu jednej sekundy zrozumiałem, dlaczego Tom wypluwał sobie żołądek. W tym momencie miałem ochotę zrobić to samo. Miałem rację, cholera, miałem rację! Potwór, odrażające, moja piękna, delikatna skóra… Cholera, czemu musiałem mieć rację?! Przyjrzałem się odkrytemu kawałkowi… Co to właściwie jest?! Rozpacz, czarna rozpacz! Koniec świata, apokalipsa! Dotknąłem tego czegoś zabandażowaną jeszcze dłonią i…
Odepchnąłem Toma od toalety, padłem na kolana i sam się nad nią pochyliłem. Krztusiłem się, dławiłem… A nie potrafiłem nawet zwymiotować. Potwór!
Poczułem ręce Toma na swoich ramionach.
– To nic nie da, Bill – powiedział cicho i spokojnie.
Próbowałem włożyć sobie palec do gardła, wywołać upragnione wymioty i pozbyć się tego obrzydzenia, ale brat schwycił moją rękę w połowie drogi. Usiadł za mną i przyciągnął moją głowę do swojej klatki piersiowej. Czułem się taki mały i bezbronny, przytłoczony okrucieństwem świata i tym, co on ze mną zrobił. Nie potrafiłem oddychać, spazmatycznie połykałem tylko powietrze.
– Szsz… Billy, spokojnie. Nic takiego się nie stało.
Jak to nic się nie stało?! Jestem stworzeniem z koszmarów!
Odepchnąłem brata od siebie i wstałem. Na chwiejnych nogach podszedłem do lustra i po prostu… uderzyłem w nie pięścią. Raz – za to, że się w nim zobaczyłem! Dwa – za to, że nie zrobiłem tego wcześniej! Trzy – za to, że ciągle się widzę w tym cholernym, popękanym szkle! Błyszczące, ostre odłamki posypały się na podłogę, ale zanim to się stało, dostrzegłem jeszcze odbicie mojego bliźniaka.
– Nie powiedziałeś mi! – wrzasnąłem, odwracając się w jego stronę, a on zrobił krok do tyłu, w stronę kabiny prysznicowej. Zbliżyłem się, a Tom po raz kolejny się cofnął i tym razem potknął. Chwilę później ułożyłem go nieprzytomnego na podłodze. Wolałbym przenieść go na łóżko, ale raczej bym sobie nie poradził z takim ciężarem. Zostawiłem bliźniaka w łazience, a sam przeszedłem do pokoju i otulony kołdrą próbowałem pogodzić się z tym, ze nie mam najmniejszych szans odzyskać urody. Tak, kto jak kto, ale ja uwielbiałem się nad sobą użalać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz