środa, 24 lipca 2013

3.

   – Może byś mi pomógł wstać, co? – Mumia przemówiła znajomym głosem. Niestety byłem tak przerażony, że nie potrafiłem go zidentyfikować. Moja koszulka lepiła się do mokrego od potu ciała, które trzęsło się jak galareta. Jeszcze nigdy w życiu tak się nie bałem. Ogarniająca mnie panika odebrała mi możliwość trzeźwego myślenia i spokojnego przeanalizowania sytuacji, w której się znalazłem. Nie potrafiłem się poruszyć i stałbym tak całe wieki, gdyby nie wyciągnięta w moim kierunku koścista ręka stwora. Odwróciłem się i pobiegłem tak szybko, jak nigdy wcześniej, a latarka wyślizgnęła się ze sparaliżowanych strachem palców. Nie miałem jednak zamiaru po nią wracać, tylko pędziłem przed siebie bez celu, byle dalej od żywego trupa. Starałem się nie zwracać uwagi na jego dziwne wrzaski i zwiększyłem tempo biegu.
   Ścianę zauważyłem dopiero wtedy, gdy nie miałem nawet najmniejszych szans na uniknięcie zderzenia. Uderzyłem z impetem w przeszkodę, po czym zsunąłem się po niej, szorując policzkiem po ostrej skale. Ostry ból przesłonił mi pole widzenia, poczułem, że opadam w otchłań nieświadomości, a wokół mnie zapada nieprzenikniona ciemność…
   Świadomość powracała powoli. Na początku poczułem, że ktoś głaszcze mnie po twarzy, a potem usłyszałem łagodny głos, szepczący moje imię. Głos mojego Billa…Zacząłem odzyskiwać wewnętrzną równowagę i spokój. W tej chwili święcie wierzyłem, że te dziwne eksperymenty, utrata brata i spotkanie z mumią w egipskim grobowcu były tylko złym snem, a teraz właśnie nadszedł czas przebudzenia we własnym łóżku z ukochanym bratem u boku, żywym, zdrowym i szczęśliwym.
   Otworzyłem oczy, chcąc spojrzeć w jego śliczną twarzyczkę i powiedzieć mu, ile dla mnie znaczy. Jednak to, co zobaczyłem, zburzyło wcześniejszą radość i harmonię. Nadal znajdowałem się w zimnym, ponurym korytarzu, a przy mnie nie znajdował się Bill, ale ta sama ohydna mumia.
   Mumia mówiąca głosem mojego brata… Nagle wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. „Na co się tak gapisz, Tom? BLIŹNIAKA nigdy nie widziałeś?”. Poczułem się, jakby uderzyło mnie coś bardzo ciężkiego, w tak wielkim byłem szoku. Mój bliźniak był potworem z moich sennych koszmarów. Mój mały braciszek, którego szukałem przez długie dwa lata, budzi we mnie wstręt. Nie wiedziałem, co mam z tym zrobić.
   Powoli wyciągnąłem rękę i delikatnie pogładziłem go po policzku. Nie odtrącił jej.
   - Bill? To ty? To naprawdę ty? – zapytałem, sam nie wiedząc, czy pragnę potwierdzenia moich domysłów, czy zaprzeczenia im. Mimo wszystko to był mój Bill, bez którego moje życie wypełniała samotność i pustka, a wszystkie dni były tak samo bezbarwne.
   Skinął głową i wszystko nagle przestało mieć znaczenie. Poczułem, że znowu żyję. W tej jednej chwili nie pamiętałem już o długim czasie rozłąki, liczyło się tylko to, że znowu jesteśmy razem.
   - Bill… – Moje gardło ściskało wielkie wzruszenie. – Nareszcie cię znalazłem.
   Zbliżyłem się do niego i powstrzymując wewnętrzny opór, objąłem go. Poczułem, jak bardzo jest kruchy i zdziwiłem się, że przyjął swoją niezwykłą przemianę z takim spokojem. Przecież zawsze był przewrażliwiony na punkcie swojego wyglądu i nawet trochę przesadnie dbał o swoje ciało.
   - Tom…? – Znowu usłyszałem jego nieco zachrypnięty głos. – Czego tak się bałeś? No wiesz, wtedy, na korytarzu…
   Zmroziło mnie. Z konsternacją zorientowałem się, że Bill NIE WIE, kim się stał. A ja nie chciałem być osobą, która przekaże mu druzgocącą prawdę.
   - Niczego takiego. Po prostu mi się wydawało, że coś widzę… – tłumaczyłem się zmieszany. Muszę jak najszybciej zmienić temat, żeby uniknąć podobnych pytań. To oczywiste, kiedyś musiał się dowiedzieć, jednak wolałbym, żeby doszedł do tego sam. Ja się na to nie odważę, za nic w świecie. Nie mógłbym mu tego zrobić, za bardzo go kocham. – To może my… pójdziemy już stąd? – zaproponowałem, zastanawiając się, jak zabrać Billa do hotelu, nie wzbudzając podejrzeń. Właściwie gdy stąd wyjdziemy, na zewnątrz będzie już ciemno, ale zawsze ktoś może coś zauważyć…
   Ściągnąłem moją grubą bluzę i podałem ją bliźniakowi.
   - Masz, ubierz się. Wieczorami jest tu bardzo zimno, no i wiesz, te bandaże… Zwracają uwagę. – Starałem się opanować drżenie głosu i nie patrzeć na brata, żeby nie zauważył grymasu obrzydzenia, pojawiającego się na mojej twarzy wbrew mojej woli. Usiłując o tym nie myśleć, pomogłem bratu się ubrać i obaj skierowaliśmy się w stronę wyjścia z grobowca. Co prawda nawet w bluzie Bill wyglądał dziwacznie, bo nic nie zasłaniało jego owiniętych pasmami materiału nóg, ale miałem tylko jedne spodnie i nie mogłem nic na to poradzić. Chwyciłem go za rękaw (każde dotknięcie jego ciała wciąż było dla mnie strasznym przeżyciem) i wyprowadziłem na zewnątrz. Gdy tylko się tam znaleźliśmy, przeniknął mnie wieczorny chłód. Szybko otworzyłem wynajęty samochód i zaprosiłem brata do środka. Nie mogłem się doczekać, aż wreszcie opuszczę to upiorne miejsce.
   Droga do hotelu minęła bez większych przygód. Co prawda, gdy już wydostaliśmy się z samochodu, dopadli nas jacyś turyści, którzy myśleli, że Bill jest przebierańcem i chcieli zrobić sobie z nim pamiątkowe zdjęcie. Szybko złapałem brata i odciągnąłem go od nich, żeby coś przypadkiem nie zaczęło mu świtać. Nie chciałem, żeby wpadł w histerię na środku zatłoczonej ulicy.
   Puściłem go dopiero po wejściu do pokoju. Byłem bardzo głodny, ale wolałem powstrzymać się z jedzeniem, aż Bill zaśnie. Nie chciałem, żeby teraz odkrył, że nie może jeść i pić. Postanowiłem, że położę się spać, chociaż miałem wątpliwości, czy także ta czynność nie jest zerezerwowana tylko dla ludzi.
   - Ty śpisz w łóżku, a ja na podłodze – powiedziałem i szybko zamknąłem się w łazience. Wiedziałem, że będzie się upierał, żebym spał z nim, ale ja nie miałem ochoty na kłótnie. Normalnie leżenie w łóżku z bratem by mi nie przeszkadzało, ale obecnie… Nie potrafiłem przewidzieć, jak bym zareagował, budząc się obok żywych zwłok. Nawet jeżeli pod zbutwiałymi bandażami krył się mój brat bliźniak.
   Rozebrałem się szybko i wszedłem pod prysznic. Nie mogłem sobie dziś pozwolić na długą kąpiel, bo Bill podczas mojej nieobecności mógł zrobić coś głupiego. Cała moja radość po odnalezieniu bliźniaka jakby gdzieś wyparowała. W miejscu starych problemów pojawiły się nowe i nie miałem pojęcia, jak je rozwiązać. I wiedziałem, że czegokolwiek bym nie zrobił, nic już nie będzie takie jak dawniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz