środa, 24 lipca 2013

5.

   - Tom… – usłyszałem jego błagalny jęk. – Wpuść mnie!
   No tak. Ten piękniś zawsze musiał wykąpać się pierwszy. Poza tym na pewno chciał jak najszybciej się oczyścić po długim pobycie w dusznym i zakurzonym grobowcu… Zadrżałem, gdy w moim umyśle pojawił się obraz mumii w wannie pełnej gęstej, białej piany. Szybko odrzuciłem te wstrętne myśli.
   - Zaraz! – zawołałem i zacząłem się ubierać. Uporałem się z tym najprędzej, jak potrafiłem, po czym uchyliłem drzwi. – Możesz wchodzić. Ja tu zaczekam i przygotuję sobie miejsce do spania – powiedziałem najspokojniej, jak umiałem.
   - Śpisz ze mną. – O Boże! Tylko nie to! Dlaczego musi wystawiać mnie na próbę, nawet o tym nie wiedząc?
   - Ale… – Starałem się wymyślić jakąś wymówkę, byle tylko uniknąć snu u boku mojego martwego braciszka. Zdecydowanie nie byłem jeszcze na to gotowy. Jednak on brutalnie mi przerwał.
   - A co, jeśli w nocy napadnie cię ta mumia, o której mówili pod hotelem? Kto cię wtedy obroni?
   Ta wypowiedź zamknęła mi usta. Gdybym odpowiedział, dowiedziałby się wszystkiego, a tego przecież nie chciałem. Jeszcze nie. Pozostało mi tylko zacisnąć zęby i pokonać swój lęk. Nie mogę zaprzepaścić dwóch lat tęsknoty i rozpaczliwych poszukiwań przez głupią fobię z dzieciństwa. Odzyskałem brata, tylko to się teraz liczy.
   Kiedy już wziąłem się w garść i wyzbyłem się części lęku, zabrałem się za ścielenie łóżka. Z konsternacją zauważyłem, że mam tylko jedną kołdrę. Teoretycznie jeden z nas mógł spać pod kocem, ale noce były tu zdecydowanie na to za zimne… „Wytrzymasz to” – wyszeptałem. Dokładnie w tej samej chwili usłyszałem rozdzierający krzyk Billa.
   Szybko przybiegłem do łazienki. Serce kołatało się w piersi, czułem uderzające fale gorąca… Ten wrzask mógł oznaczać tylko jedno: mój brat zna prawdę. Wie, że nie jest już człowiekiem, ale potworem, żywym trupem, a jego piękne ciało zamieniło się w wyschniętą skorupę… I nie wiedziałem, co mam zrobić w tej sytuacji, jak mogę mu pomóc.
   Zanim jakikolwiek pomysł na rozwiązanie tego problemu przyszedł mi do głowy, byłem już obok bliźniaka. Zerknąłem na niego i jak najszybciej odwróciłem wzrok. Bandaże na jego biodrach były obluzowane, ukazując fragmenty jego teraz odrażającego ciała. Fragmenty, których nie oglądałem nawet wtedy, kiedy był normalnym człowiekiem.
   - Nie leci – poskarżył się, pokazując na toaletę. Odetchnąłem z ulgą. Chodziło mu tylko o głupią spłuczkę. Tym razem mi się upiekło, ale wiedziałem, że nie mogę tego dłużej przeciągać. Pomimo tego nie potrafiłem podzielić się z nim wiedzą, którą posiadałem.
   - Zaraz zadzwonię do recepcji w tej sprawie.
   - Po co do recepcji? – Czy ja wyglądam na kogoś, kto naprawia kible? Chyba przez ten pobyt w grobowcu poprzestawiały mu się klepki.
   - No, zgłosić… Żeby naprawili. – Patrzył na mnie, jakbym to ja był żywym zabytkiem kultury starożytnej albo czymś równie niespotykanym. Po chwili, wciąż wytrzeszczając oczy, dodał jeszcze:
   - Tom… Ale ty myślisz, ze to się da tak po prostu naprawić?
   - No… Hydraulika przyślą czy coś…? – On naprawdę ma coś z głową! Może… Może nie tylko jego fizjonomia się zmieniła?
   - Hydraulika?!
   To powoli przestawało być zabawne. Naprawdę zacząłem się niepokoić.
   - Nie wiem, Bill! Nie mam pojęcia, kto naprawia spłuczki w kiblach! – wybuchłem. Ta sytuacja po prostu mnie przerosła.
   - Spłuczki?! Ale co ma do tego spłuczka?! Ja się nie mogę wysikać, Tom! – krzyknął rozpaczliwie. Byłem w szoku. Nie miałem zielonego pojęcia, co mam teraz zrobić. Może najlepiej będzie obrócić wszystko w żart?
   - Bill… Wiesz… Człowiek nie zawsze chce siku. Może wystarczy zaczekać?
   - Ale, Tom! Ja zawsze sikam zanim pójdę spać, żeby nie musieć wstawać w środku nocy! Coś się musiało popsuć. Popatrz. – Moje spojrzenie powędrowało ze jego ręką, która trąciła wyłaniającą się z bandaży męskość. Musiałem szybko odwrócić wzrok, bo zrobiło mi się niedobrze. Wreszcie odezwałem się, nie mogąc już zapanować nad drżeniem głosu.
   - Wiesz… Nie wiem, ile przebywałeś w tym grobowcu, ale raczej dość długo. Może trzeba odczekać kilka dni, żeby wszystko wróciło do normy…- Zdawałem sobie sprawę z tego, że moje tłumaczenia są dość nieporadne, ale musiałem go jakoś uspokoić. Nie cierpiałem jego ataków paniki i nie chciałem prowokować kolejnego.
   Bliźniak przez chwilę stał spokojnie, jakby się zastanawiając, po czym zaczął energicznie szarpać za bandaże, które tylko zaplątały się jeszcze bardziej.
   - Pomożesz mi? Muszę się ich pozbyć! – W jego słowach słychać było determinację i zdecydowanie. Wiedziałem, że nie uda mi się odwieść go od tego zamiaru. I że chyba zbliża się to, czego tak się obawiałem i nie mogę już tego zatrzymać.
   Powoli zbliżyłem się do brata i zacząłem odwijać pasma jasnego materiału. Było to dość trudne, bo miejscami bandaże były bardzo ciasne. Czasami Bill, chcąc mi pomóc, szarpał energicznie wstęgi tkaniny, zaplątując je jeszcze bardziej. Jednak ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, ta praca okazała się całkiem przyjemna, udało mi się nawet opanować drżenie rąk i sam nie wiem, kiedy zacząłem cicho pogwizdywać.
Wszystko było w porządku, ale do czasu. Wreszcie nadszedł moment, w którym spod bandaży zaczęło wyłaniać się jego ciało, a właściwie chudy szkielet, powleczony wiotką, napiętą skórą barwy pergaminu. Poczułem, że żołądek podchodzi mi do gardła. Chociaż bardzo tego pragnąłem, nie potrafiłem powstrzymać ogarniających mnie mdłości. Pochyliłem się nad toaletą i zwróciłem mój dzisiejszy obiad. Świat zawirował mi przed oczami. W ustach czułem cierpką żółć, ciałem wstrząsały dreszcze. Znów okazałem słabość. Kolejny raz zawiodłem Billa. Dlaczego nie mogę być odważny i dzielny, jak na starszego brata przystało? Co on sobie o mnie pomyśli?
   - Bill, przepraszam, ja wcale nie chcia… Bill?
   Podniosłem głowę i zerknąłem na brata. Nie patrzył na mnie. Spojrzenie jego wyblakłych tęczówek utkwione było w zupełnie inne miejscu. W wiszącym nad umywalką, łazienkowym lustrze.
   Cholera, tylko tego nam brakowało do szczęścia. Poczułem obezwładniający strach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz