– Ale, Tom! Przecież ja dobrze prowadzę!
– wyjęczałem żałośnie.
– Żadnego „ale”. Mało nas nie zabiłeś.
Nie wspominając już o możliwości uszkodzenia mojego samochodu do tego stopnia,
że wyglądałby jak zgnieciona puszka po piwie.
Że ja?!
– Przecież ja nawet mandatu nie dostałem!
– krzyknąłem oburzony.
– Braciszku… – Tom przysunął się i ułożył
dłoń na moim ramieniu. – Jest tylko jeden powód, dla którego tak się nie stało.
I jest nim to…
– …że jestem wzorowym kierowcą. –
Zaprezentowałem mu uśmiech numer pięć, szczerząc wszystkie zęby, ale on
odwrócił wzrok od mojej twarzy i zaczął kręcić głową.
– Nie o to mi chodziło. Powód jest taki,
że policja najzwyczajniej w świecie nie potrafiłaby nas dogonić. Jeździsz jak
wariat .
Ee… Policja? To to wycie, które słyszałem
to nie była jakaś tandetna nowoczesna muzyka dla małolatów?
– Byłem pewny, że to w radiu –
wytłumaczyłem, ze skruchą spuszczając głowę.
– W radiu? Przecież było wyłączone. A co
w nim właściwie niby miało być?
– Nie słyszałeś? Takie… hm… łii-łiii,
łii-łiii… – Skrzywiłem się słysząc swój głos, ale bliźniak zaczął się śmiać,
jakby był co najmniej na występie jakiegoś kabaretu. – Co jest?
– Mógłbym zapytać o to samo. Co to za
dźwięki wydajesz ze swojego gardła?
– Zlituj się, Tom. Przecież ja właśnie
naśladowałem policyjny radiowóz, który słyszałem, jak tu jechaliśmy. Też go
słyszałeś.
– Wcale nie. – Spojrzał na mnie
zmartwiony. – Masz omamy słuchowe?
– Nie! Słyszałem!
Na te słowa brat podszedł o krok bliżej,
patrząc nieufnie w moje oczy.
– Kłamiesz? – zapytał podejrzliwie.
– Nie! Jak możesz mi nie wierzyć? –
Cofnąłem siei odwróciłem tyłem do niego. Nie będę rozmawiał z takim
niedowiarkiem!
– Dobrze, już dobrze. Mogę udawać, że
rzeczywiście coś tam słyszałem, jeśli ma ci to poprawić humor, Smętku. – Phi!
Udawać?! – No, a teraz wsiadaj do samochodu. Jedziemy na zakupy.
– Łii! Zakupy! – Podskoczyłem, zachwiałem
się przy lądowaniu i wpadłem na Toma, który mnie podtrzymał. – Kooocham zakupy!
– Wiem. Grzeczna mumijka. – Zaśmiał się,
głaszcząc mnie po głowie.
Hej! Ja wiem, ze w ten sposób próbujesz
poskromić swój strach przed zwłokami z Egiptu, ale oprócz tego, ze jestem czymś
mumio podobnym, jestem też twoim bratem, nietakcie! Trochę szacunku, proszę!
***
BONUS
(ten fragment miał być pomiędzy 10 a 11
notką, ale ostatecznie go nie wstawiłyśmy.)
Niedługo potem znowu przemierzałem
korytarz grobowca, a Tom strachliwie uczepił się mojego ramienia. Co ja, do cholery,
jestem? Mumia-obrońca?!
– Bill? Czy prócz ciebie są tu jeszcze
jakieś… no, wiesz… straszydła?
– Raczej nie, a co?
– Nie, nic. Po prostu… Wydawało mi się,
że w tej wnęce… O, tam, widzisz? Wydawało mi się, że widziałem tam jakieś
błyszczące ślepia –wytłumaczył, a w jego głosie wyraźnie było słychać niepokój.
– Gdzie? Nic nie widzę. – Nagle zdałem
sobie sprawę, że Toma przy mnie nie ma. – Co jest? – Spojrzałem do tyłu.
Okazało się, ze mój nieustraszony bliźniak zatrzymał się parę kroków za mną.
– Nie idźmy tam. Mam gdzieś czym cię
wypchali. Dla mnie i tak pozostaniesz zawsze pięknym młodszym braciszkiem.
Zmywajmy się stąd.
– Nic tam nie ma. Popatrz. – Zrobiłem
krok do przodu i… Wrrr… Grr… Usłyszałem warczenie. Czyżbym nie tylko ja… ożył?
– Kleo? – odezwałem się na próbę. Odpowiedziało mi krótkie szczęknięcie, a
potem poczułem, że coś dużego się na mnie rzuca, przewraca i zaczyna lizać po
twarzy. – Kleopatra! No, już! Koniec! Przestań, głuptasie! – krzyczałem i
śmiałem się na zmianę. Och, moja psina kochana, przynajmniej jej nie odrzucam w
takiej postaci. – Tom! Pomóż mi! Ona mnie zaślini na śmierć!
Po chwili klęczeliśmy z bliźniakiem na
kamiennej posadzce i głaskaliśmy uwolnionego już z bandaży psa.
– Więc masz psa – powiedział powoli Tom.
– I nazwałeś go imieniem królowej Egiptu…
– Nie do końca. Gdyby wziąć pod uwagę
chronologię to Kleopatrę nazwano na cześć mojej psiny. – Zaśmiałem się i
poczochrałem czarną sierść. – Uważałem, że to zabawne, gdy wybierałem to imię.
– Takie pomysły możesz mieć tylko ty. –
Mrugnął do mnie jednym okiem.
– Zastanawiam się… Skoro ja i Kleo się
obudziliśmy, to czy…
– Tylko nie to! Nie zniosę świata pełnego
mumii! – krzyknął Tom, ale wiedziałem, że go to bawi. Chyba zaczynał się
przyzwyczajać.
– Nie, nie o to mi chodzi. Poczekaj. –
Wstałem na nogi i ruszyłem korytarzem dalej. Kleopatra dostojnie kroczyła tuż
przy mnie po prawej stronie, a bliźniak kawałek za nią.
– Zastanawiam się, dlaczego ona ma futro.
– Czarna sierść błyszczała w świetle latarki.
– Taa… Ja też… Co nie zmienia faktu, że
wolę być łysym człowiekiem niż kudłatym psem – oznajmiłem, ale wcale nie byłem
pewny, czy to co mówię, jest prawdą. – Azor! – krzyknąłem, nawołując kolejnej
mojej zguby.
– Masz jeszcze jednego psa? – zapytał
cicho Tom wyprzedzając mnie i wpatrując się w ciemność przed nami. Pokręciłem
głową, ale on tego nie widział. – Azor!
– Azor! Chodź tu, malutki!
– Chodź tu, psinko!
– Tom…Azor nie jest psem – pouczyłem
nieśmiało brata.
– Co?!
W ciemności błysnęły duże krwistoczerwone
oczy. Westchnąłem z ulgą, słysząc mocne, rytmiczne uderzenia silnych łap o
kamienie. Tom cofnął się kilka kroków. Jakby się spodziewał co najmniej
dwumetrowego potwora, który zaraz go zeżre. Mojego Azorka się przestraszył,
mojego kochanego pieszczucha…
– Azor… Martwiłem się o ciebie… – Padłem
na kolana, a już po chwili tuliłem do siebie małego, słodkiego…
– NAZWAŁEŚ TAK KRÓLIKA? K R Ó L I K A?! –
Tom tłukł głową w ścianę, wyrażając swoje politowanie nad moimi pomysłami. –
Kiedyś skrzywdzisz tak swoje dzieci… – powiedział z wyrzutem i jeszcze raz
uderzył w twardy mur.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz